środa, 9 kwietnia 2014

Dawno, dawno temu...


Mam wrażenie że wyszło na to, że lepiej sobie radzę z robieniem i przeżywaniem burz w fandomie, niż z pisaniem o grach. No, ale burza była i minęła. Granie dwa razy w tygodniu zostało i chyba wolę jednak zostać przy opcji "pisanie o grach", niż fundować sobie powtórkę z tego szalonego czasu.
 (Przy okazji- dobra nowina dla grających "po studencku": Paradox wywalił te beznadziejne świetlówki, wprowadził dodatkową, płatną wypożyczalnię gier zawiarającą takie cuda jak np. Zombiecide, Smallworld, Battlestar galactica czy Dixit. Ja się tym niemożebnie cieszę.)

 Więc czas na... hm.... może nie recenzję, ale entuzjastyczną opinię: jestem fanką małej gry o tytule Dawno, Dawno Temu. To wyjątkowo urocza karcianka typu storytelling: układa się wspólnie baśń pełna księżniczek, wiedźm, zamków etc., a wygrywa osoba która doprowadzi historię do wylosowanego przez siebie końca. Bo końce, tak jak komponenty historii, się losuje.
Układamy więc w kilka osób jedną baśń: po kolei opowiadamy historię, zuzywając kolejne słowa z kart, z nadzieją że to właśnie do naszego końca uda nam sie doprowadzić. Sprawę utrudniają zasady dotyczące przerywania: gdy powie się na przykład "zamek", a ktoś inny ma kartę z zamkiem, może nam przerwać i w tym momencie przechwycić historię. Są też karty Przerwań: gdy pojawi się na stole karta z takim samym symbolem, jaki jest na karcie Przerwania, można przejąć kolejkę i zacząć opowiadać po swojemu.

Zabawa jest przednia, szczególnie jeżeli ekipa do grania ma postmodernistyczne zacięcie: zazwyczaj zaśmiewam się całą rozgrywkę i prawie nie przeszkadza mi że prawie zawsze ktoś na ostatniej prostej zabiera mi historię i wygrywa. Zdarzyło nam się już mieć w opowiadanych wątkach nekromantę mieszkającego w szklarni, księcia wychodzącego za mąż po ucieczce z wyspy leczącej z homoseksualizmu, tajemniczą cywlizację ludzi--pomidorów i księżniczkę  która była taka silna i niezależna że sama uciekła do wieży i zamieszkała z trollem.
Karty są śliczne: ilustracje, obramowanie i napisy zdradzają dbałość o wykonanie. Cała gra zajmuje sredniej wielkości pudełko, bardzo poręczne. Nic nie stoi na przeszkodzie, by wrzucić je do torebki i rozegrać partyjkę albo dwie przed sesją erpega, tak na rozgrzewkę wyobraźni. Czas trwania jednaj historyjki? U nas nikt nie był na tyle uparty żeby wyszło nam dłużej niz kilka minut. Maksymalnie koło 10.

Podsumowując: bardzo sympatyczna, niewielka i poręczna gra. Gra się krótko, wesoło i niezobowiązująco. Trochę imprezówka, trochę  niezły filler czy rozgrzewka przed sesją. Jeżeli sie tylko lubi/chociaż znosi baśniowe klimaty.



1 komentarz: