niedziela, 23 lutego 2014

GRANIE PO STUDENCKU


Planszówki często są hobby kolekcjonerskim, to wie każdy. Wielki zbiór tytułów, dbanie by nie zniszczyć komponentów, koniecznośc posiadania gry u siebie. Wiadomo. Da się jednak jeszcze inaczej:  po studencku, z artystyczną biedą dekadenta. Można bardziej niż na gry, położyć nacisk na społeczny i towarzyski aspekt gier planszowych, o własnym zbiorku na całą szafę dopiero marzyć.


Po tym jak uniosłam się dumą, z i tak niewielkiej osobistej kolekcji gier teraz zostały mi całe trzy. W tym jedna z nich to Scrabble. I to wersja Travel, zjechana jeszcze w LO kiedy w ramach wysokiego poziomu placówki marnowaliśmy swoją paczką czas na granie przez większość lekcji prawie całą trzecią klasę.
Lekcja z tego? Po pierwsze: duma zawsze zubaża nas finansowo i jest przereklamowana.
Po drugie: można dalej mieć planszówki, nie mając miejsca, gier ani żadnej specjalnej paczki do grania. Trzeba się tylko zaprzyjaźnić z nietypowymi rozwiązaniami.

Zaczynając  na poważnie interesować się grami planszowymi, i wychodząc z tego założenia- jedynie zyskałam..
Poznałam grającego buca i kolejną paczkę, z której wyleciałam, na przykład.
I absolutnie cudowny sklep z grami, gdzie właściciele sami organizują planszówki regularnie co tydzień z najbardziej cudowną, domową atmosferą.
 Także całe mnóstwo innych nowych osób, przedstawianych przez znajomych czy poznanych gdzieniegdziebądź.
Byłam na trzech konwentach, nawet jeśli jeden zakończył się katastrofą. Dowiedziałam się o wielu innych knajpach gdzie wystawione są gry, tak że nie byłam już ograniczona do Paradoxu z tym jego kiepskim oświetleniem i niepowtarzalnym aromatem Nerda w stylu Classic*.

Właśnie: Paradox był pierwszym miejscem, które kojarzyłam że ma jakąś tam ogólnodostępną biblioteczkę gier. Nawet jeśli w tamtym czasie pamiętałam tylko że mają tam Munchkina bo kiedyś grałam przy wódce z kumplem, kumpelą i jakimś Mariuszem.
Więc pierwsze spotkanie zrobiłam właśnie tam. Na początku odezwali się ludzie, którzy co prawda nie grali wcześniej, albo grali mało. Potem zachęceni, zaczęli przychodzić kolejni. Kolega z LO niewidziany od kilku lat? Obecna dziewczyna mojego byłego przyjaciela? Dwójka niegdysiejszych kumpli mojej kumpeli? Zaczęli przychodzić naprawdę różni ludzie. Trzeba było tylko nawyknąć do myśli że zazwyczaj będą raczej prostsze gry i zawsze będzie trzeba komuś tłumaczyć instrukcję.
I tak się potoczyło... piętnaście cotygodniowych spotkań i dalej.

„Nie posiadam żadnych gier u siebie” to żaden argument by nie organizować spotkań i nie grać w te drogie gry planszowe (są bardzodrogie jak na studencką kieszeń, fakt). To tylko znaczy, że masz do dyspozycji największą biblioteczkę gier w mieście. Wszystkie gry z wypożyczalni w kawiarniach, pubach, klubach,  z otwartych spotkaniach planszowych, obecne w stowarzyszeniach i na konwentach- są twoje i ogranicza cie jedynie wybór, które tytuły gier z możliwych zestawów wybierzesz na dane spotkanie.
Ciągle trzymam się tego założenia, z odkrytą później modyfikacją: zawsze znajdzie się ktoś, kto z chęcią przyniesie swoją własną, ulubioną grę na spotkanie jeśli go zaprosisz i zapytasz. (I tak pokochałam Spartacusa.: Blood & Treachery oraz Posiadłość Szaleństwa).

Na pewno jeszcze wrócę do tematu „gdzie” grać, botemat jest rozległy, no i na pewno nie jestem jedyną, zaangażowaną w granie, bez kolekcjonerskiego zacięcia,. A raczej: nie mogącą sobie na kolekcjonerskie zacięcie na razie pozwolić.


    *Nerd w stylu Classic totalnie przespał modę na typowo eskapistyczne i introwertyczne rozrywki jaka teraz trwa, zbierając coraz większe żniwo. Wciąż obstaje przy Bastionie Społecznego Piętna, pieczołowicie dbając by nadal odstręczać wyglądem, zachowaniem i stosunkiem do kobiet. Gatunek wymierający wyjątkowo powoli, reformujący się do Nowszej Fali jeszcze powolniej.
    Nowsza Fala wychowała się podczas boomu na fantastykę i nie posiada już tak jątrzącego poczucia bycia odszczepieńcem, więc nie kultywuje zwyczajów i rytuałów odszczepieńczych takich jak niechęć do mydła i nie traktowanie kobiet jak równych im istot ludzkich.

3 komentarze:

  1. Ja dodam od siebie, że mam znajomego który ma całą szafę (a nawet i dwie chyba) gier planszowych - o dziwo nie wydał na nie fortuny bo poluje na używane wersje na allegro i podobnych stronach. Więc mimo, że to drogie hobby jak nie przeszkadza nam gra z drugiej ręki to można bardzo dużo zaoszczędzić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę że to musi być prawdziwy łowca gier, a gdzie mu tam do mnie, biednej studentki bez tego talentu. Ja ze wszystkich tanich gier w internecie raz w życiu widziałam Arkham Horror po okazyjnej cenie, i ktoś tą cenę mi na Allegro przebił. Dwukrotnie. Ponad.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wystarczy trochę czujności, odrobina szczęścia, no i spora dawka cierpliwości. Osobiście polecam subskrybcję zakładki "gry planszowe" na allegro, dzięki czemu codziennie na konto przychodzi email z informacjami o tym, co nowego się pojawiło na Allegro. Ja w ten sposób zdobyłem nowego, fabrycznie zapakowanego Space Hulka za śmieszną cenę 230 złotych. A dzisiaj widuję go raczej w okolicach 800+.

    OdpowiedzUsuń